Listopad, jak wiadomo miesiąc jesienny. W tym roku do tego wyjątkowo zimny i szary, a ciemno za oknem robi się tak szybko, że wyjść z domu rzadko kiedy ma się ochotę. Na szczęście, jako zakochana w książkach taka atmosfera jest dla mnie jak najbardziej sprzyjająca - miałam bardzo dużo czasu na spędzenie miłych chwil sam na sam z książkami. Był to głównie miesiąc z literaturą fantasy, choć zaczął się od eksperymentu z polską autorką.
Pierwszą książką, która wypełniła mi kilka wieczorów była "Powtórka z morderstwa". Rzadko zdarza mi się sięgać po polskich autorów, szczególnie poruszających wątki miłosne. Ta pozycja znalazła się w moich rękach za sprawą przyjaciółki, która bardzo ją zachwalała, podkreślając, że Szwaja, jako autorka szczecińska pisze o miejscach, których znamy i w których często zdarza nam się być, a to dodaje wiele uroku czytaniu.
Nie zaliczyłabym tej powieści do moich ulubionych, ale muszę przyznać, że czytało się ją miło, lekko i przyjemnie. Wątek miłosny nie był zbyt ckliwy i w odpowiednich proporcjach do reszty fabuły. Szwaja przedstawia nam swoich bohaterów w momencie kiedy podczas próby do programu w studio telewizji odnalezione zostają zwłoki głównej dyrektorki. Kilka godzin wcześniej wszyscy widzieli panią dyrektor jeszcze żywą i władczą, więc jej zwłoki w skrzyni po sprzęcie oświetleniowym są dla wszystkich zaskoczeniem. Zaczyna się dochodzenie policji, które wcale nie okazuje się być łatwe, gdyż panująca dyrektor nie była osobą powszechnie lubianą.
Młodemu komisarzowi w prowadzeniu sprawy koniecznie chce pomóc ambitna redaktorka, która uznała, że materiał z prowadzenia takiej sprawy mógłby pomóc rozwinąć się jej karierze. Mimo początkowego sprzeciwu z czasem komisarz i redaktorka zaprzyjaźniają się i razem próbują odnaleźć odpowiedź na nurtujące wszystkich pytania. Niestety, pomimo usilnych starań brakuje konkretnych dowodów i winnych, a sprawa zostaje umorzona. Spokój nie trwa jednak zbyt długo, gdyż w podobnych okolicznościach, znowu w tym samym studio koledzy pani redaktor odnajdują kolejne ciało i cała praca zaczyna się od początku.
Zakończenie niestety bardzo przewidywalne, tak w temacie samego sprawcy morderstw, jak i losów zakochanej pary. Wielkim plusem, jednak jest utrzymanie całości w bardzo humorystycznym tonie. Dzięki temu książkę czyta się szybko i przyjemnie, nawet pomimo tego że od momentu drugiego morderstwa tak naprawdę nie ulega wątpliwościom, jak zakończy się cała sprawa. Także fakt obsadzenia akcji w mieście, które jest mi dość dobrze znane dodawało uroku, łatwiej bowiem umiejscowić akcje w konkretnych miejscach i "zobaczyć" wydarzenia. Bądź, co bądź nie umieściłabym, jednak Moniki Szwaji na liście swoich ulubionych autorów. Przeczytanie tej pozycji nie sprawiło również, że chciałabym sięgnąć po kolejne jej dzieła. Jednakże "Powtórka z morderstwa" umiliła mi czas i sprawiła, że uśmiechałam się podczas jej lektury, a to dla mnie najważniejsze.
Po tych humorystycznych akcentach postanowiłam powrócić dalszych części trylogii rozpoczętej w październiku - Trylogii CZARNEGO MAGA.

Na całość składają się, oprócz czytanej w tamtym miesiącu "Gildii Magów", jeszcze dwa tomy, a mianowicie "Nowicjuszka" oraz "Wielki Mistrz". Każda część jest oczywiście kontynuacją poprzedniej, choć czytanie ich osobno nie stanowi zbyt wielkiego problemu, gdyż na wstępie autorka przypomina o najważniejszych dla fabuły informacjach.
Gildia Magów, jak już była mowa, opowiada historię Sonei, biednej dziewczyny ze slumsów, która przez przypadek odkrywa, że posiada talent magiczny, zbyt mocno nienawidzi i boi się magów, aby chcieć do nich dołączyć. W końcu jednak rosnąca w niej moc nie daje jej wyboru i trafia do Gildii, gdzie w końcu postanawia zostać, aby pobierać nauki, jak ze swojej nowej mocy korzystać. O tym też jest druga część trylogii - mała Sonea zostaje wcielona do Gildii, jako nowicjuszka i wraz z innymi ma pobierać naukę na Uniwersytecie. Choć myślała, że jej problemy skończyły się wraz z przyjęciem jej do społeczności magów, okazuje się, że jest zupełnie odwrotnie. Jest pierwszą osobą z biedoty, która zostaje przyjęta na naukę, a to nie wszystkim się podoba. Natrafia na swojej drodze na zawziętego i wyjątkowo wrogo do niej nastawionego Regina, który szybko skupia wokół siebie grupę, która razem z nim z lubością prześladuje dziewczynę. Duma Soeni nie pozwala jej zwrócić się jej po pomoc do swojego mentora, próbuje więc sama radzić sobie z sytuacją, mając nadzieję, że wrogi Regin w końcu jej odpuści. Niestety z każdym dniem jego działania wpędzają ją w coraz to większe tarapaty. Ponad to dziewczyna musi ukrywać przed wszystkimi tajemnicę, o której dowiedziała się nie będąc jeszcze nowicjuszką w Gildii - o używaniu przez Wielkiego Mistrza zakazanej, czarnej magii. Na nieszczęście już dręczonej Soeni Wielki Mistrz odkrywa tajemnicę i odbiera mentorowi dziewczyny opiekę nad nią, sam obwołując się jej opiekunem. Soenia czuje się przerażona i zrozpaczona, a na dodatek uzyskanie statusu nowicjuszki Wielkiego Mistrza przynosi jej jeszcze więcej kpin i prześladowań. W końcu, za namową przyjaciela - syna dawnego mentora, dziewczyna rzuca publiczne wyzwanie Reginowi i staje na przeciwko niego w magicznym pojedynku, który udaje się jej zwyciężyć. Ostatecznie, więc udaje jej się rozprawić z jedynym problemem, na którym też kończy się drugi tom.
"Wielki Mistrz" kończy pasjonującą trylogię. Tutaj wciąż lękająca się swego nowego mentora Sonea stara się znajdować coraz to nowe sposoby by go unikać. Niestety Akkarin wcale nie zamierza jej tego ułatwiać, zdaje się nawet, że ma wobec dziewczyny wielkie plany. Krok po kroku wyjawia Sonei swoją głęboko skrywaną tajemnicę, co ostatecznie sprawia, że Sonea uświadamia sobie, że działania Akkarina mają na celu jedynie obronę kraju i Gildii, a praktykowanie czarnej magii i ukrywanie tego przed wszystkimi jest wyrazem wielkiej odwagi. Sonea postanawia zostać sojuszniczką Wielkiego Mistrza i stać przy jego boku w niszczeniu wrogów. Nie zmienia swego postanowienia nawet w chwili, kiedy cała tajemnica wychodzi na jaw, a Gildia, nie wierząc w opowieść Wielkiego Mistrza, postanawia go wygnać. Zaczyna się, więc długa i trudna wędrówka przez góry i pustkowia w oczekiwaniu na wezwanie do powrotu, w które oboje planują, wiedząc że kraj w końcu zostanie zaatakowany. Między Soneą i Akkarinem rodzi się głęboki uczucie, które oboje muszą wciąż odkładać na dalszy plan w świetle trwającej inwazji. Przez bezmyślność i zaślepienie Króla i magów Gildii w końcu dochodzi do ostatecznej bitwy, którą udaje się wygrać tylko dzięki poświęceniu wygnańców.
Niestety, przyjęłam płaczem zakończenie! Spodziewałam się, jak to zwykle bywa szczęśliwego zakończenia. Jednak autorka zaskoczyła mnie uśmiercając Akkarina za cenę uratowania Gildii. Sonea pozostaje, więc sama i do tego również pozbawiona tego, co powinno jej się należeć. Zostaje Czarnym Magiem Gildii, nie może dokończyć nauki na Uniwersytecie, ani sama opuszczać terenu Gildii. Pozwolono jej jedynie na założenie szpitala i leczenia biednych ludzi w slumsach, o czym zawsze marzyła. W ostatnich zdaniach wyjawia jedynie, że spodziewa się dziecka Akkarina, niestety według mnie to słabe pocieszenie po takim smutnym rozstrzygnięciu.
Pomijając, jednak moje rozczarowanie zakończeniem trylogia Trudi Canavan jest jedną z lepszych książek, jakie czytałam. Wciągająca, zapierająca dech fabuła i bogato opisany świat magii. Wątek Sonei i Akkarina nie jest oczywiście jedynym, który opisuje w powieściach autorka. Poznajemy również losy innych magów i przyjaciół Sonei, które w różnych momentach splatają się ze sobą.
Ostatnie rozdziały trzeciego tomu czytałam z takim zapamiętaniem, że dopiero zamykając książkę zorientowałam się, że za oknem już jaśnieje, a na zegarku godzina 5.30. I na pewno będę tęsknić za tą historią...