środa, 13 listopada 2013

Tajemnice i zbrodnie

           Do kolejnej książki na mojej liście przymierzałam się bardzo długo. Dostałam ją w prezencie od Przyjaciółek na 25 urodziny, które obchodziłam w marcu. Od tamtej pory zawsze były jakieś inne, ważniejsze pozycje do otwarcia. Fakt, że książka jest moja też miał na to duży wpływ - w końcu z półki nie ucieknie. Ostatecznie zabrałam się za nią po krótkiej, acz treściwej recenzji mojej Bratowej, której powieść pomagała zwalczać wakacyjną nudę.

"W PROCH SIĘ OBRÓCISZ"


          Oczywiście pierwszym problemem, który pojawia się już na pierwszych kartkach są nazwy i imiona. Powieść stworzona została przez islandzką autorkę, a sama fabuła również umiejscowiona została na Islandii. Jasnym jest, więc że pisarka używała islandzkich nazw i imion. Jednak dla polskiego czytelnika, te skomplikowane słowa momentami przeszkadzają w czytaniu. 

           Historia opowiedziana przez pisarkę mówi o kłopotach, w jakie wplątuje się klient prawniczki Thory. W dzieciństwie zamieszkiwał wraz z rodziną na islandzkiej wyspie, gdzie doszło do erupcji wulkanu, w wyniku której część wysypy na wiele lat została zasypana wulkanicznym popiołem. Jednakże po tych latach, w ramach archeologicznego projektu domy mają zostać odkopane. Markus, dorosły już syn jednego z bardziej wpływowych ludzi na wyspie, zdaje się być niezadowolony z owego faktu i wynajmuje prawniczkę, by pomogła mu zapobiec odkopaniu domu. Niestety sprawy toczą się nie po ich myśli i na jaw wychodzić zaczynają tajemnice, które miały pozostać w ukryciu. W ich wyniku rozpoczyna się poszukiwanie morderców, którzy dokonali dawnej, okrutnej zbrodni. Nie jest to jednak łatwe, gdyż wszyscy, którzy pamiętają minione wydarzenia albo już nie żyją, albo są zbyt starzy i schorowani, albo zwyczajnie nie mają ochoty zwierzać się ze starych grzechów. Thora jest jednak bardzo zdeterminowana w działaniu i dążeniu do celu. Z czasem zresztą tajemnica staje się na tyle intrygująca, że w dużej mierze kieruje nią również zwykła ciekawość.

           Co się tyczy fabuły - dość ciekawie poprowadzona i owszem początkowo wciągająca. Jednakże, w którymś momencie poczułam, jakby autorka specjalnie przedłużała akcję, zamiast wyjaśnić interesujące czytelnika wątki. Trzeba przyznać, że bardzo ciekawe okazują się relacje jakie ostatecznie wiążą wszystkich bohaterów, którzy początkowo wydawali się być sobie zupełnie obcy. Jednakże, kiedy już dochodzi do punktu kulminacyjnego, a sprawa zostaje wyjaśniona, okazuje się ona zupełnie banalna. Przynajmniej banalna w stosunku do kolejno pojawiających się w toku akcji niewiadomych. 

           Bądź, co bądź książka jest interesująca i warta przeczytania. Czas nad nią spędzony nie jest czasem straconym. Do islandzkich imion również można przywyknąć, wystarczy wczuć się w przebieg akcji. 

wtorek, 12 listopada 2013

Salem bez czarownic

           Kolejny powrót do twórczości mojego ulubionego autora. Tym razem raczej nie planowane. Na książkę, po którą sięgnęłam trafiłam w markecie, podczas zakupów z mamą. Była promocja na kieszonkowe wydania książek, a że na promocje książek reaguje tak samo euforycznie, jak na promocje butów, więc wybrałam Kinga i jego "Miasteczko Salem". 



           Tytuł oczywiście zasugerował mi, że nabywam powieść o czarownicach, zatem wielkie okazało się moje rozczarowanie, kiedy okazało się, że zamiast czarownic mam wampiry. No i niestety okazało się to wielkim minusem tego dzieła. Opowieści o wampirach, tak w wersji pisanej, jak i filmowej, ostatnio mamy nadmiar. Od klasycznych obrazów wampirów wysysających ludzką krew i siejących śmierć, aż do, coraz popularniejszych zresztą wampirów stawiających miłość ponad naturalne zachowanie. Może to z tego powodu "Miasteczko Salem" jest jak do tej pory najsłabszą powieścią autora, jaką do tej pory czytałam.
         
          Nie twierdzę oczywiście, że jest zła, ale jak na horror bardzo mało w niej akcji i elementów, w których naprawdę można by się bać. 

          Historia opowiada o spokojnym, prowincjonalnym miasteczku, do którego właściwie w jednym czasie wraca pogrążony w żałobie po śmierci żony pisarz oraz dwóch tajemniczych przybyszy, którzy planują otworzyć sklep z antykami. Od tego momentu zaczynają dziać się rzeczy, o których do tej pory nikt nawet nie rozmyślał. Na bramach cmentarza wiszą zwłoki kota, bez śladu ginie mały chłopiec, a jego brat trafia w szoku do szpitala. Każdego dnia znika coraz więcej osób, ale zagrożenie zdaje się dostrzegać tylko pisarz, jego nowa miłość oraz stary nauczyciel. Nim udaje im się zacząć naprawdę działać, okazuje się, że nie mają już zbyt wielu sojuszników, ale za to coraz więcej wrogów.

          Jak już mówiłam, książka oczywiście ciekawa. Nie sądzę zresztą bym kiedykolwiek poważnie skrytykowała cokolwiek, co napisał Stephen King. Jednak, jak na tak wiele stron, przez większość czasu w zasadzie bardzo mało się dzieje. Ciągle ktoś nowy znika i choć właściwie od któregoś momentu opisy ofiar wprost sugerują, z jakim wrogiem bohaterowie mają do czynienia, to oprócz opisów i domysłów akcji nie ma prawie w ogóle. Kilka, drobnych scen, w których ktoś kogoś atakuje... Zresztą samo rozstrzygnięcie jest jakoś mało pasjonujące i właściwie rozczarowujące. Chyba najgorsze zaś było to, że po przeczytaniu prologu oczekuje się rozwiązania akcji, które wszystko nam wyjaśni, a tak na prawdę zakończenie zostaje w zawieszeniu. Rozumiem, że po opowieści o wampirach nie można się spodziewać happy endu, ale to, co sprezentował nam King zupełnie mnie nie zadowoliło. 

                Twórczość Kinga na zawsze będzie zajmować wyjątkowe miejsce w moim sercu, ale ta powieść zdecydowanie nie była w moim stylu. Na szczęście ostatnio miałam okazję wybrać się z moim bliskim Przyjacielem do kina na ekranizację innej powieści autora - "Carrie". I choć to nie książka, a jedynie jej słaba namiastka w postaci filmu, to wyszłam z kina bardzo zadowolona i usatysfakcjonowana. Teraz pora sprawdzić czy to, co na ekranie oddaje to, co zostanę na papierze. Jak na razie film oceniam jako świetny, książka musi jeszcze poczekać.