Ostatnimi czasy ze
względów technicznych zmuszona zostałam do przerzucenia się na elektroniczne
wersje książek. Ma to swój urok - na pewno łatwiej włożyć do torby tablet pełen
wybranych pozycji, niż kilkanaście książek. Jednakże zapach i dźwięk szeleszczących
kartek to coś, czego wciąż mi brakuje. Na szczęście mam w swojej maleńkiej
biblioteczce kilka sztuk papierowych wydań. Jakiś czas temu więc postanowiłam z
tego skorzystać i dać odpocząć elektronicznemu czytnikowi.
Wybór nie był szeroki,
nie wspominając, iż połowa posiadanego zboru to powieści Harlana Cobena. Do
sięgnięcia po twórczość owego autora natchnęła mnie przyjaciółka, która
zaczytywała się w jego książkach i mówiła o nich z wielką ekscytacją. Musiało
jednak minąć kilka miesięcy nim w końcu przypominałam sobie jej słowa i
postanowiłam sama przekonać się, co takiego czarującego jest w dziełach
Cobena.
Przyjaciółka zachwyciła się serią,
którą łączyła postać głównego bohatera, Myrona Bolitara zdaje się detektywa. Ja jednak, wybierając pierwszą powieść nie zastanawiałam się czy trafię właśnie na tą serię czy nie. Wzięłam to, co wydawało mi się interesujące. I złożyło się tak, że z dwóch przeczytanych pozycji, żadna nie należy do serii o Bolitarze.
Pierwszą z powieści, „SZEŚĆ LAT PÓŹNIEJ”, przeczytałam w lipcu, postanowiłam jednak odłożyć jej ocenę do czasu, aż przeczytam innej książki autora. Drugą była „JEDYNA SZANSA” i muszę powiedzieć, że obie mnie nie rozczarowały. Świetnie rozpisana fabuła, wciągająca akcja i genialnie splatające się wątki. Dreszczyk emocji tak ważny w powieści kryminalnej jest odpowiednio podsycany przez autora, a jedna rozwiązana tajemnica odsłania dwie kolejne. Najbardziej podobało mi się jednak to, że właściwie do samego końca ciężko powiedzieć kto i dlaczego. W porównaniu na przykład do powieści Christie, gdzie łatwo domyślić się sprawców i ich motywacji, u Cobena kiedy już nabierzesz przekonania, iż już coś wiesz, nagle autor odkrywa kolejny szczegół, który obraca naszą pewność w perzynę. W „Jedynej szansie” osoba odpowiedzialna za wydarzenia naprawdę wywołała u mnie szok, gdyż posiadałam cały krąg podejrzanych, a ten jeden jedyny bohater znajdował się poza nim.
Pierwszą z powieści, „SZEŚĆ LAT PÓŹNIEJ”, przeczytałam w lipcu, postanowiłam jednak odłożyć jej ocenę do czasu, aż przeczytam innej książki autora. Drugą była „JEDYNA SZANSA” i muszę powiedzieć, że obie mnie nie rozczarowały. Świetnie rozpisana fabuła, wciągająca akcja i genialnie splatające się wątki. Dreszczyk emocji tak ważny w powieści kryminalnej jest odpowiednio podsycany przez autora, a jedna rozwiązana tajemnica odsłania dwie kolejne. Najbardziej podobało mi się jednak to, że właściwie do samego końca ciężko powiedzieć kto i dlaczego. W porównaniu na przykład do powieści Christie, gdzie łatwo domyślić się sprawców i ich motywacji, u Cobena kiedy już nabierzesz przekonania, iż już coś wiesz, nagle autor odkrywa kolejny szczegół, który obraca naszą pewność w perzynę. W „Jedynej szansie” osoba odpowiedzialna za wydarzenia naprawdę wywołała u mnie szok, gdyż posiadałam cały krąg podejrzanych, a ten jeden jedyny bohater znajdował się poza nim.
Muszę przyznać, że mimo wszystko „Jedyna szansa” bardziej przypadła mi do gustu. Opowiada historię chirurga plastycznego, który zostaje postrzelony przez nieznanych sprawców podczas napadu na jego dom, żona umiera od kuli, a jego mała córeczka zostaje porwana. Porywacze wystosowują żądanie okupu, dostają pieniądze, jednakże nie oddają dziecka. Przez półtorej roku lekarz czeka na przełom w policyjnym śledztwie licząc, że w końcu odzyska ukochaną córkę. Jednakże brak postępów jest frustrujący, a kiedy policja z braku innych tropów zaczyna podejrzewać samego poszkodowanego bohater postanawia wziąć sprawy we własne ręce, szczególnie w momencie, kiedy porywacze zgłaszają się po kolejny okup. Wszystko jednak idzie źle, a im dłużej trwa walka o odzyskanie dziewczynki, na jaw wychodzi, że nie było to zwykłe porwanie, a sprawa jest bardziej skomplikowana niż mogłoby się wydawać. Upór ojca w walce o córkę nie zna jednak granic, a żadna przeszkoda nie jest dość trudna by nie można było znaleźć sposobu by ją pokonać. Pod koniec pojawia się chwila zwątpienia, gdy obawiałam się, że będąc o krok bohater zrezygnuje, jednakże ostatecznie zakończenie nie mogłoby być lepsze.
Co się zaś tyczy „Sześć lat później” historia także dotyczy poszukiwania lecz innego rodzaju. Pisarz i wykładowca uniwersytecki poznaje na obozie pracy twórczej miłość swego życia. Spędza z nią niezwykły czas, który kończy się jednak tragicznie – dziewczyna oświadcza, że wychodzi za innego. Po ceremonii wymaga na bohaterze obietnicę, że nie będzie jej dręczył i pozwoli jej i jej nowemu mężowi żyć w spokoju. Jake trwa w tej obietnicy przez sześć lat, starając się żyć najlepiej i zapomnieć o ukochanej. Jednakże pewnego dnia przypadkiem natrafia w Internecie na nekrolog męża dziewczyny. Zaczyna więc zastanawiać się, co się z nią dzieje, gdzie jest i czy może teraz jest nadzieja na ponowne bycie razem. Postanawia odszukać dziewczynę, jednak okazuje się to być wyjątkowo trudne zadanie. Wokół niej dzieją się bowiem mroczne i tajemnicze rzeczy, a ona sama jakby zapadła się pod ziemię. W drodze do prawdy Jake wplątuje się w intrygę, która go zaskakuje i ponosi ofiary, których się nie spodziewał. Zakończenie nie tak radosne jak w „Jedynej szansie”, ale za to bardziej życiowo słodko-gorzkie.
Obie pozycje zdecydowanie przekonały mnie do Harlana Cobena i jestem pewna, że wrócę jeszcze do jego twórczości. Możliwe, że zagości któregoś dnia na mojej liście ukochanych autorów. Dziś jest godny polecenia dla wszystkich, nie tylko dla fanów dobrego kryminału, ale także dla tych, którzy cenią świetnie napisane książki i czas przy nich spędzony.
Obie pozycje zdecydowanie przekonały mnie do Harlana Cobena i jestem pewna, że wrócę jeszcze do jego twórczości. Możliwe, że zagości któregoś dnia na mojej liście ukochanych autorów. Dziś jest godny polecenia dla wszystkich, nie tylko dla fanów dobrego kryminału, ale także dla tych, którzy cenią świetnie napisane książki i czas przy nich spędzony.