Mój ostatni pomysł, aby przeczytać coś lekkiego i niezajmującego dla oddechu od wielotomowych serii czy skomplikowanych tematów niestety skończył się takim a nie innym efektem (opisanym w poprzednim poście). W związku z tym wybór kolejnej pozycji nie był łatwy. Dziwne jak ciężko wybrać książkę do przeczytania kiedy ma się ich cała listę. Mój tablet zapchany jest tytułami, wydań papierowych czekających na swoją kolej też mam kilka. Mimo to nie wybiorę po prostu pierwszej z brzegu - godzinami przeglądam strony internetowe w poszukiwaniu recenzji i ocen, zastanawiam się i dedukuję. Zwykle w takiej sytuacji zwykle trafiam na coś czego zupełnie się nie spodziewałam. Ostatnimi czasy jest to zwykle kolejny tytuł premiery kinowej, którą planowałam obejrzeć. Zaciekawia mnie dlaczego natrafiam na niego na stronie poświęconej literaturze i odkrywam wtedy - kolejna ekranizacja. Gdzieś w głowie odzywa się głosik, który pojawił się po moich pierwszych przeżyciach z Harrym Potterem, który mówi, że warto zapoznać się z oryginałem by ocenić jakoś filmu.
Nie wiem dlaczego, ale zanim w ogóle zaczęłam czytać - w wypadku tej powieści nie przeczytałam nawet opisu - tytuł nasunął mi wspomnienie powieści C. R. Zafona "Cień wiatru". Nie opisałam jej na blogu, gdyż czytałam ją jeszcze nim zaczęłam go prowadzić. Była to jednak historia chłopca, który wchodzi w posiadanie pewnej książki. Z czasem okazuje się, że ktoś usilnie próbuje zniszczyć wszystkie jej egzemplarze, a starania chłopaka by ocalić choć swój egzemplarz prowadzą go na ślad tajemnicy nieszczęśliwej miłości. W każdym razie było tam palenie książek i ktoś kto usilnie starał się ich bronić. I nie wiedzieć dlaczego "Złodziejka książek" początkowo skojarzyła mi się z tym właśnie klimatem. Nic jednak bardziej mylnego.
Książki w tej powieści są właściwie nie do końca tak ważne. Gdyby nie było wątku ich kradzieży akcja pewnie potoczyłaby się podobnie. Nie umniejsza to jednak w żaden sposób wartości samej powieści.
Historia dotyczy dziewczynki, którą poznajemy, gdy razem z mamą i bratem podróżuje pociągiem w nieznanym początkowo kierunku. Wiemy jednak, że akcja dzieje się podczas wojny, potem dowiadujemy się, że konkretnie II wojny światowej, w Niemczech. Z przyczyn, których możemy się tylko domyślać matka odwozi dzieci do rodziny zastępczej. Niestety podróż okazuje się być zbytnim obciążeniem dla zdrowia małego brata bohaterki i umiera on nim pociąg dojeżdża do miejsca przeznaczenia. Kobiety wysiadają na przypadkowej stacji by pogrzebać chłopca. Tam, w trakcie pogrzebu, Liesel rozdzierana żalem dostrzega wśród śniegu zagubioną przez grabarza książkę. Zabiera ją ze sobą w dalszą podróż, czyniąc z niej swój największy skarb, którego trzyma się jak skały w nowej rzeczywistości, w która zostaje rzucona. Dzięki tej książce uczy się czytać i pisać oraz nawiązuje głęboką więź ze swoim przybranym ojcem.
Życie w targanym wojną kraju nie jest łatwe i Liesel oraz jej rodzinie prawie bezustannie towarzyszy biedna i głód. Jednak mimo to dziewczyna stara się odnajdywać radość i szczęście. Niewątpliwie pomagają jej w tym książki, których z czasem udaje jej się zdobyć więcej, w takich samych mało etycznych, niosących kłopoty okolicznościach. Jednak czytanie staję się dla Liesel ucieczką od kłopotów, rozwiązaniem problemów, których inaczej nie umie rozwiązać, schronieniem przed strachem. To one pomagają jej trwać, gdy rodzina ukrywa w piwnicy młodego Żyda, który podpada w poważna chorobę. Liesel godzinami czyta przy jego łóżku z nadzieją, że przyjaciel się obudzi. Czyta również w piwnicy, podczas nalotu bombowego, uspokajając tym samym swoim głosem zebranych w schronie ludzi.
Nie zwykłam opisywać szczegółowo fabuły przeczytanych książek, więc i tym razem nie będę. Powiem jedynie, że była to książka poruszająca - płakałam czytając ostatnie kartki. Oglądając potem ekranizację płakałam zresztą również. Nie mogłam oderwać się od czytania, a to w moim przypadku niezawodny znak, że coś było wyjątkowe.
Po tylu opisanych książkach nie trudno ocenić, że znawcą sztuki pisarskiej nie jestem. Nie zajmuję się, więc ocenianie technik użytych przez autora, czy jakości jego pisarstwa. Jako zwykły szary książkoholik stwierdzam, że najważniejsze jest dla mnie czy książka spodobała mi się czy nie. Czy miała wciągającą fabułę, interesujące wątki oraz czy po przeczytaniu ostatniego zdania poczułam żal, że to jednak już koniec. Jeżeli wszystko to w książce udaje mi się odnaleźć jestem szczęśliwa i zapisuję ją na liście "przeczytane" z uśmiechniętą minką na końcu. Ta powieść zdecydowanie zasłużyła na uśmiechniętą minkę. No i może na małą łezkę, gdybym w przyszłości chciała znowu sięgnąć do czegoś co wywołuje łzy.