wtorek, 18 grudnia 2012

To już rok

         "Ludzie mówią, że życie to jest to, ale ja wole sobie poczytać!" :D


        Kolejne dni pędzą w tak szalonym tempie, że nawet nie zauważyłam, że 1 grudnia minął dokładnie rok, od kiedy zaczęłam pisać tego bloga! Wiele się od tego czasu zmieniło, choćby moje życie uczuciowe. Zdobyłam drugi, w swojej edukacyjnej karierze dyplom szkoły wyższej i rozpoczęłam studia magisterskie. 

        Jedno się jednak nie zmieniło - wciąż czytam i kocham to robić. To dzięki książkom i chwilom z nimi spędzonymi udało mi się przetrwać burze i szarości, jakie po drodze mi się zdarzyły. Mogę, więc z całą stanowczością powiedzieć, że co by się nie działo i gdzie bym nie była szeleszczące kartki będą zawsze moją największą pasją i nigdy mnie nie opuszczą. 



         
        Na kolejny rok z moją pasją życzę sobie czytnika e-booków, abym mogła korzystać nie tylko z papierowych wersji, ale również z tych elektronicznych. Wtedy zapisze całą pamięć wszystkim, co chciałabym mieć przy sobie przy każdej okazji. 


poniedziałek, 17 grudnia 2012

Coraz bliżej święta

          Był śnieg i nie ma śniegu. Stopniał zaledwie w chwilę, a za oknem przestało już być bajecznie. Teraz znowu jest szaro i widać wszystkie brudy, a świąteczne ozdoby, światełka i choinki wyglądają jakby pomyliły miejsce pobytu. Takiej zimy nie lubię najbardziej. Brakuje jeszcze deszczu i znowu będzie przygnębiająco i depresyjnie. 

          Nic jednak nie zmieni faktu, że święta już za rogiem, został zaledwie tydzień. Już nie mogę się doczekać wyjazdu do domu. Ta perspektywa sprawia, że od kilku dniu chodzę cała w skowronkach i nie tracę dobrego humoru ani na chwilę. Jeszcze tylko dwa dni szkoły, świąteczne zakupy i można wracać. Aaa tak, i jeszcze impreza z okazji końca świata ;) Zgodnie z przepowiednią Majów 21 grudnia tego roku nastąpi koniec świata! Wszyscy tak intensywnie o tym mówią od tak dawna, że każdy chce to na swój sposób uczcić, choć większość w owy koniec nie wierzy. Ale co tam, każdy powód do dobrej przedświątecznej imprezy jest świetny :)

            Perspektywa końca świata w każdym razie świątecznej gorączki w ludziach nie ostudziła, a ja zawsze, jak tylko mogę omijam to szaleństwo szerokim łukiem. Najlepiej z książką, którą zgarnęłam z bibliotecznej półki z powodu intrygującego tytułu - "KOBIETA, KTÓRA WYSZŁA ZA CHMURĘ" Jonathan Carroll. 




         Dokonując wyboru przeczytałam w opisie książki, że "w świecie, który tworzy Jonathan Carroll, nic nie jest zwyczajne ani oczywiste. Zamieszkującym go postaciom zdarzają się rzeczy dziwne i z pozoru niewytłumaczalne." Niewytłumaczalne i dziwne rzeczy, tajemniczy tytuł oraz anioł na okładce - uznałam, że to jak najbardziej moje klimaty. Niestety się przeliczyłam.

            Książka zawiera zbiór kilkunastu opowiadań i to takich, które według mnie najmniej przyjemnie się czyta, gdyż są w większości bardzo krótkie, więc nie tworzą odpowiedniego klimatu. Ponad to niestety większość z nich jest dość dziwna, zawiła i tak naprawdę trudno stwierdzić, co autor chciał nam przekazać. Jest oczywiście kilka takich, w których tkwi metafora samotności, skrywanych sekretów, które kiedyś i tak wyjdą na jaw, tęsknoty i trudnej miłości. 

             Dwa opowiadania, które bardzo przypadły mi do gustu to właśnie tytułowa "Kobieta, która wyszła za chmurę" oraz "Pół kroku do furii". W pierwszym bohaterką jest kobieta szukająca życiowej miłości, która po wielu nieudanych związkach, idąc za przykładem siostry, wysyła wniosek do biura matrymonialnego  Jednak nie takiego zwykłego biura, ale do biura w chmurach, które przysyła Ziemiankom partnerów z innych planet, którzy przybierają ludzką postać. Przybierają takie wygląd, jak zażyczy sobie klientka, a ponad to ich celem staje się obdarowanie swoich kobiet szczęściem. W razie jednak, kiedy klientka jest niezadowolona dostaje dodatkowo, w komplecie z partnerem, specjalne urządzenie, dzięki któremu może go "zabić". Jeżeli dokona tego trzy razy następuje, specjalnie nadzorowany przez biuro "rozwód", po którym obie strony nie pamiętają całego zajścia i mogą zacząć wszystko od początku z innym partnerem, bądź prowadzić zwykłe ludzie życie. Można się przy tej wizji rozmarzyć - mężczyzna, który za najważniejsze uważa szczęście swojej kobiety, zawsze przystojny i czarujący, a w razie gdyby coś jednak było źle wystarczy pstryknąć i po sprawie. Żadnych wspomnień, złamanych serc, wylanych łez. Sytuacja idealna! Ale takich nie ma w prawdziwym życiu. W innym opowiadaniu natrafiłam na cytat, który mógłby być mottem każdego związku w prawdziwym życiu:
„Jeżeli się kogoś kocha, trzeba być przygotowanym na kompromisy i ustępstwa. Czasem uderzasz się w pierś albo siadasz na dłoniach, gdy świerzbi cię ręka, aby rozkwasić mu nos. Czasem przygryzasz sobie język albo oddychasz ustami, gdy jego zachowanie cuchnie jak skunks. Takie już są: reguły miłości. Robisz, co w twojej mocy, aby nimi nasiąknąć. Ponieważ korzyści przeważają nad wadami.”

             "Pół kroku do furii" to już zupełnie inny obraz. Tu pewien adwokat od rozwodów zaprzyjaźnia się ze swoją byłą klientką i któregoś dnia opowiada jej historię kobiety, które była jego pierwszą miłością. Była alchemiczką - nie tylko posiadała zdolność zamieniania rzeczy w złoto, ale potrafiła też stworzyć lekarstwo na wszelkie choroby oraz dokonać transformacji, czyli zmienić swoje ciało na inne. Dokonała zresztą wszystkich tych rzeczy, ponieważ jej mąż zachorował na raka i gdy uleczyła go z tej choroby odkrył jej talent. Mężczyzna był Rosjaninem uwikłanym w handel nielegalnym towarem, przemyt narkotyków, a ponad to był winny podobnym sobie wielkie pieniądze. Wpadł, więc na pomysł by wykorzystać talent żony do wyjścia ze swoich kłopotów. Ta nie zgodziła się jednak i zażądała rozwodu. Mąż znając jej możliwości nie miał wyboru, jednak powiedział o jej zdolnościach swoim kompanom. Aby być bezpieczna kobieta dokonała transformacji, podczas której niestety zapomniała wszystko ze swego poprzedniego życia. Wcześniej, jednak dała przykaz swemu przyjacielowi adwokatowi, aby swoim klientkom opowiadał jej historię, gdyż być może kiedyś trafi na nią i pod wypływem jego opowieści ona odzyska wszystkie wspomnienia. 

           Inne opowiadania były mniej lub bardziej interesujące, żadne jednak nie było na tyle porywające, żeby uznać twórczość tego pisarza za interesującą. Myślę, więc że Jonathan Carroll po raz pierwszy i ostatni zagościł w moich progach. 

piątek, 14 grudnia 2012

Gdy za oknem pada śnieg



       W tym roku grudzień przyniósł niesamowite ilości śniegu. Padało prawie codziennie, dopiero od kilku dni trochę się uspokoiło. Oczywiście taka aura jest jak najbardziej pożądana, w końcu biały puch i kolorowe światełka na choinkach tworzą prawdziwą magię świąt. Jeśli, jednak chodzi o mnie, zimę i śnieg lubię bardzo, ale najlepiej zza okna ciepłego pokoju. Niestety, nie mam możliwości, aby taki scenariusz zrealizować. Aczkolwiek, kiedy tylko miałam okazję owijałam się moim czerwonym kocykiem, parzyłam herbatę w dzbanku z niebieskimi kwiatkami i zapominałam o wszystkim, co smutne i nieprzyjemne, zanurzając się w kartki książki.

       Tym razem spędziłam chwile sam na sam z „Wybranymi zagadnieniami z fizyki katastrof” Marish’y Pessl, w której pełno wspaniałych i refleksyjnych cytatów.


Wybrane zagadnienia z fizyki katastrof - Marisha Pessl


       Jeden z tych cytatów najbardziej zapadł mi w pamięć:
„Jednak najbardziej zdumiewającą cechą złotych rybek jest ich pamięć. Ludzie użalają się nad nimi, sądząc, że biedne stworzonka pamiętają  tylko trzy ostatnie sekundy swego życia, tymczasem w rzeczywistości jest to wielki dar – być tak mocno przywiązanym do teraźniejszości. Są wolne. Nie rozpamiętują swoich życiowych błędów, potknięć, faux pas i trudnego dzieciństwa. Nie dręczą ich wewnętrzne demony, nie straszą upiory przeszłości. A cóż może przynieść więcej radości niż oglądanie świata wciąż na nowo, w całej jego trzydzieści tysięcy razy dziennie? Cóż to za rozkosz wiedzieć, że wasz Złoty Wiek nie przeminął czterdzieści lat temu, kiedy na głowie mieliście gęste włosy, ale zaledwie trzy sekundy temu, a w związku z tym może nadal trwa dokładnie w tej właśnie chwili. I w tej chwili też. I teraz również. I teraz.”
      Na jej kartkach poznajemy Blue – nastolatkę, maturzystkę, która po śmierci matki, wraz z ojcem, wykładowcą uniwersyteckim, prowadzi dość niezwykły tryb życia. Zmieniają swoje miejsce zamieszkania średnio trzy razy do roku, przez co dziewczyna za przyjaciela ma wyłącznie książki i swojego wyidealizowanego ojca. Nie przeszkadza jej to za nadto, gdyż innego życia nie zna, a ponad to ojciec zawsze jest w stanie przekonać ją do swoich racji.

       Dopiero, gdy Blue ma rozpocząć klasę maturalną, ojciec zaskakuje ją informacją, że tym razem cały rok będzie uczyć się i mieszkać w jednym miejscu. Wynajmuje dla nich piękny dom i zapisuje córkę do najlepszej szkoły.  Blue, początkowo sceptyczna, ma nadzieję na niezapomnianą i niesamowitą przygodę. Wierzy, że uda jej się poznać przyjaciół i przeżyć rzeczy, które do tej pory były, z powodu ciągłych przeprowadzek, dla niej niedostępne.

        Jeszcze przed rozpoczęciem zajęć szkolnych poznaje w sklepie Hannah Schneider – charyzmatyczną nauczycielkę filmu w szkole Blue, która od razu przypada dziewczynie do gustu. Dodatkowo okazuje się, że nauczycielka organizuje, oczywiście w tajemnicy, spotkania z piątką innych uczniów ze szkoły. Żaden z nich nie należy do zwyczajnych, szarych nastolatków i zaprzyjaźnienie się z nimi wcale nie należy do łatwych. Jednak, dzięki pomocy Hannah, w końcu Blue staje się częścią ich elitarnego „klubu”, częścią Błękitnych, jak ich nazywają.

       Im dłużej, jednak trwa owa, wyjątkowo relacja, dziewczyna dowiaduje się, tak o Błękitnych, jak i samej Hannah, różnych tajemniczych rzeczy, które nie dają jej spokoju. Co do samej nauczycielki dziewczyna początkowo myśli, że chodzi jej po prostu o randkę z jej ojcem, jak wszystkim innym kobietom, które stanęły na ich drodze dotychczas. Niestety, w tej historii nic nie jest oczywiste, ani łatwe do zrozumienia.

       Na przyjęciu zorganizowanym przez Hannah, na które Błękitni wraz z Blue przychodzą nieproszeni, stają się również świadkami śmierci przyjaciela swojej ukochanej nauczycielki. Oficjalna wersja głosi, że utopił się on z powodu zbyt dużej ilości wypitego alkoholu. Błękitni nie są jednak do końca przekonani, że tak było. Ponad to odkrywają podczas przyjęcia kolejne rzeczy, przez które tajemnica Hannah staje się jeszcze bardziej zaskakująca.

         Za kulminację można by uznać wydarzenia podczas wiosennego biwaku, na który Hannah postanowiła zabrać Błękitnych. Wszystko kończy się wielką tragedią, przez którą Blue zostaje nie tylko pozbawiona przyjaciół, ale w zasadzie zostaje pozbawiona życia w takim kształcie, jaki znała dotychczas.

     W tym też momencie przeżyłam wielkie rozczarowanie! Nie dlatego, że brakło happy endu. Powiedziałabym raczej, że problem stanowi brak zakończenia. Odniosłam wrażenie, że wszystko, jakby nagle się urwało. Nie ma pewności, co do żadnego wątku, oprócz faktu, że ktoś umiera, a Blue zostaje sama. Poza tym wszystkie zagadki i niedomówienia nadal pozostają zagadkami i niedomówieniami. Nie dowiadujemy się, kto był kim i dlaczego, wszystkiego trzeba się domyślić, a nawet więcej – dopisać sobie zakończenie w głowie.
         
          Oprócz mdłego zakończenia dość drażniące były też dygresje. Książka jest wspomnieniami Blue z tego okresu, kiedy działy się rzeczy, których nie rozumiała i z którymi ciężko jej się pogodzić. Pomijając rozwiązanie akcji, fabuła jest wciągająca i dobrze rozpisana. Niestety, między czasie wiele jest momentów, kiedy Blue mówiąc o czym zupełnie zbacza z tematu i nawiązuje do różnych pozycji literatury. Rozumiem oczywiście, co było celem takiego zabiegu – zapatrzona w swego mądrego i wykształconego ojca, wychowana wśród stosów książek, a nawet zmuszana czasem do zapoznawania się z literaturą, która mogła być dla niej nieodpowiednia Blue została przez to wszystko tak ukształtowana, że wszystko, co w jej życiu się działo, próbowała wyjaśnić sobie w oparciu o to, co było jej najlepiej znane. W każdym razie, chwilami takie zabiegi sprawiały, że książka sprawiała wrażenie nudnej i nieprzemyślanej, jakby autorka postawiła sobie za cel, aby jej dzieło było ostatecznie grubym tomiszczem, nie bacząc na konsekwencje tego dla samej fabuły.

            Pomijając to wszystko, powieść niewątpliwie ma w sobie dużo uroku i przed wszystkim często zmusza do refleksji, nad światem i życiem, które potrafi być zaskakujące i nieprzewidywalne.