poniedziałek, 17 grudnia 2012

Coraz bliżej święta

          Był śnieg i nie ma śniegu. Stopniał zaledwie w chwilę, a za oknem przestało już być bajecznie. Teraz znowu jest szaro i widać wszystkie brudy, a świąteczne ozdoby, światełka i choinki wyglądają jakby pomyliły miejsce pobytu. Takiej zimy nie lubię najbardziej. Brakuje jeszcze deszczu i znowu będzie przygnębiająco i depresyjnie. 

          Nic jednak nie zmieni faktu, że święta już za rogiem, został zaledwie tydzień. Już nie mogę się doczekać wyjazdu do domu. Ta perspektywa sprawia, że od kilku dniu chodzę cała w skowronkach i nie tracę dobrego humoru ani na chwilę. Jeszcze tylko dwa dni szkoły, świąteczne zakupy i można wracać. Aaa tak, i jeszcze impreza z okazji końca świata ;) Zgodnie z przepowiednią Majów 21 grudnia tego roku nastąpi koniec świata! Wszyscy tak intensywnie o tym mówią od tak dawna, że każdy chce to na swój sposób uczcić, choć większość w owy koniec nie wierzy. Ale co tam, każdy powód do dobrej przedświątecznej imprezy jest świetny :)

            Perspektywa końca świata w każdym razie świątecznej gorączki w ludziach nie ostudziła, a ja zawsze, jak tylko mogę omijam to szaleństwo szerokim łukiem. Najlepiej z książką, którą zgarnęłam z bibliotecznej półki z powodu intrygującego tytułu - "KOBIETA, KTÓRA WYSZŁA ZA CHMURĘ" Jonathan Carroll. 




         Dokonując wyboru przeczytałam w opisie książki, że "w świecie, który tworzy Jonathan Carroll, nic nie jest zwyczajne ani oczywiste. Zamieszkującym go postaciom zdarzają się rzeczy dziwne i z pozoru niewytłumaczalne." Niewytłumaczalne i dziwne rzeczy, tajemniczy tytuł oraz anioł na okładce - uznałam, że to jak najbardziej moje klimaty. Niestety się przeliczyłam.

            Książka zawiera zbiór kilkunastu opowiadań i to takich, które według mnie najmniej przyjemnie się czyta, gdyż są w większości bardzo krótkie, więc nie tworzą odpowiedniego klimatu. Ponad to niestety większość z nich jest dość dziwna, zawiła i tak naprawdę trudno stwierdzić, co autor chciał nam przekazać. Jest oczywiście kilka takich, w których tkwi metafora samotności, skrywanych sekretów, które kiedyś i tak wyjdą na jaw, tęsknoty i trudnej miłości. 

             Dwa opowiadania, które bardzo przypadły mi do gustu to właśnie tytułowa "Kobieta, która wyszła za chmurę" oraz "Pół kroku do furii". W pierwszym bohaterką jest kobieta szukająca życiowej miłości, która po wielu nieudanych związkach, idąc za przykładem siostry, wysyła wniosek do biura matrymonialnego  Jednak nie takiego zwykłego biura, ale do biura w chmurach, które przysyła Ziemiankom partnerów z innych planet, którzy przybierają ludzką postać. Przybierają takie wygląd, jak zażyczy sobie klientka, a ponad to ich celem staje się obdarowanie swoich kobiet szczęściem. W razie jednak, kiedy klientka jest niezadowolona dostaje dodatkowo, w komplecie z partnerem, specjalne urządzenie, dzięki któremu może go "zabić". Jeżeli dokona tego trzy razy następuje, specjalnie nadzorowany przez biuro "rozwód", po którym obie strony nie pamiętają całego zajścia i mogą zacząć wszystko od początku z innym partnerem, bądź prowadzić zwykłe ludzie życie. Można się przy tej wizji rozmarzyć - mężczyzna, który za najważniejsze uważa szczęście swojej kobiety, zawsze przystojny i czarujący, a w razie gdyby coś jednak było źle wystarczy pstryknąć i po sprawie. Żadnych wspomnień, złamanych serc, wylanych łez. Sytuacja idealna! Ale takich nie ma w prawdziwym życiu. W innym opowiadaniu natrafiłam na cytat, który mógłby być mottem każdego związku w prawdziwym życiu:
„Jeżeli się kogoś kocha, trzeba być przygotowanym na kompromisy i ustępstwa. Czasem uderzasz się w pierś albo siadasz na dłoniach, gdy świerzbi cię ręka, aby rozkwasić mu nos. Czasem przygryzasz sobie język albo oddychasz ustami, gdy jego zachowanie cuchnie jak skunks. Takie już są: reguły miłości. Robisz, co w twojej mocy, aby nimi nasiąknąć. Ponieważ korzyści przeważają nad wadami.”

             "Pół kroku do furii" to już zupełnie inny obraz. Tu pewien adwokat od rozwodów zaprzyjaźnia się ze swoją byłą klientką i któregoś dnia opowiada jej historię kobiety, które była jego pierwszą miłością. Była alchemiczką - nie tylko posiadała zdolność zamieniania rzeczy w złoto, ale potrafiła też stworzyć lekarstwo na wszelkie choroby oraz dokonać transformacji, czyli zmienić swoje ciało na inne. Dokonała zresztą wszystkich tych rzeczy, ponieważ jej mąż zachorował na raka i gdy uleczyła go z tej choroby odkrył jej talent. Mężczyzna był Rosjaninem uwikłanym w handel nielegalnym towarem, przemyt narkotyków, a ponad to był winny podobnym sobie wielkie pieniądze. Wpadł, więc na pomysł by wykorzystać talent żony do wyjścia ze swoich kłopotów. Ta nie zgodziła się jednak i zażądała rozwodu. Mąż znając jej możliwości nie miał wyboru, jednak powiedział o jej zdolnościach swoim kompanom. Aby być bezpieczna kobieta dokonała transformacji, podczas której niestety zapomniała wszystko ze swego poprzedniego życia. Wcześniej, jednak dała przykaz swemu przyjacielowi adwokatowi, aby swoim klientkom opowiadał jej historię, gdyż być może kiedyś trafi na nią i pod wypływem jego opowieści ona odzyska wszystkie wspomnienia. 

           Inne opowiadania były mniej lub bardziej interesujące, żadne jednak nie było na tyle porywające, żeby uznać twórczość tego pisarza za interesującą. Myślę, więc że Jonathan Carroll po raz pierwszy i ostatni zagościł w moich progach. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz