Gdy tylko
Tolkien ze światem dzielnych hobbitów znalazła się na półce miałam w planach sięgnąć
po nową powieść Rowling, autorki Harrego Pottera. Niestety okazało się to nie
możliwe. Tym razem za sprawą koleżanki, która podczas wykładów na uczelni z
zapałem pożerała kolejne kartki jakiejś powieści. Agatkę uwielbiam, ale
zainteresowanie książką z jej strony było dla mnie pewnym zaskoczeniem,
szczególnie kiedy zaczęła mnie namawiać do jej przeczytania.
Któregoś dnia
przeczytałam jej przez ramię fragment, który akurat czytała. Trafiłam
oczywiście na ten pikantny, po którym to robi się gorąco, szczególnie podczas
początkowego czytania. I tak właśnie poruszona odważnymi scenami postanowiłam
poddać się międzynarodowemu szaleństwu i jak miliony kobiet zapoznać się ze
wszystkimi twarzami Greya.
Każda z
trzech książek ma średnio około 600 stron. Czytając pierwszą część cieszyło
mnie, że tyle emocji jeszcze przede mną, jednak mniej więcej w połowie drugiej
części zaczęłam wątpić czy w ogóle dotrwam do końca. Nie można oczywiście powiedzieć,
że jest to powieść zła. Ma swoje uroki i z pewnością czyta się ją łatwo i
przyjemnie. Jednakże myślę, że sukces tej pozycji leży w scenach erotycznych
jakie autorka odważnie umieściła w fabule. Trzeba jej przyznać, że takiej
literatury było nie wiele do tej pory, więc początkowo istnienie tego rodzaju
opisów początkowo zaskakuje i dodaje znacznej atrakcyjności czytaniu ;)
Niestety powtarzanie wciąż tych samych schematów, a nawet tych samych słów w
opisach seksu bohaterów sprawa, że w kolejnych tomach stają się one nudne, a
nawet nadmiernie rozckliwione. Gdy następuje moment zmiany fascynacji w miłość
opisy seksu już zupełnie tracą na atrakcyjności, zmieniając się w mdłe achy i
ochy.
A fabuła?
Cóż, prosta i niezbyt zaskakująca. Odejście Any od Greya na zakończenie
pierwszego tomu to jedyną rzecz jakiej się nie spodziewałam. Jednak od chwili
ich powrotu do siebie byłam już prawie na sto procent przekonana, że na końcu
znajdę zakończenie w stylu „happy ever after”. Nie myliłam się oczywiście.
Chyba, że ktoś się uprze i jako zakończenie potraktuje te ostatnie kilkanaście
stron, w których autorka pokazała pierwsze spotkanie kochanków oczami Christiana
(co zresztą jest bardzo zmyślnym pomysłem autorki). W każdym razie trylogia
bardzo przewidywalna, a sama historia też raczej nie jest błyskotliwa – na pozór
zupełnie niepasująca do siebie dwójka ludzi, z odmiennymi charakterami
postanawia być razem bez względu na przeszkody, jak przed sobą napotkają.
Powiewem nowości zapewne miał być problem Greya z seksem. Jednakże okazało się,
że autorka postanowiła nie ciągnąc tego wątku zbyt długo – młody potentat
rezygnuje z perwersji, stawiając narzeczoną ponad wszystko inne, co dla niego
ważne. Gdyby chcieć zresztą zająć się oceną bohaterów zamysł autorki chyba
zupełnie się nie sprawdził. Mroczny Grey, który miał być nieustępliwym, zimnym
panem i władcą decydującym o wszystkim i wszystkich, nagle okazuje się małym,
po uszy zakochanym chłopcem, który gotów jest na wszystko dla ukochanej. To
raczej niewinna i nieśmiała początkowo Ana nagle staje się, moim zdaniem
powodem wszystkich problemów. Od początku miała jasną sytuacje, wiedziała z kim
się wiąże, ale zamiast dostrzegać całe dobro jakie dostawała od Christiana, ona
wolała płacz, ciągłe wymagania i nie potrafiła nawet w zamian spełnić prostych
próśb, jak niewłóczenie się po barach, gdy ściga ją szaleniec, psychopata.
Pozostawiając
temat usposobienia bohaterów – trylogia o Greyu, a przede wszystkim szum i
szaleństwo jakie wokół niej zapanowało, obiecywało literaturę jakiej jeszcze
nie było. Miały być emocje i pikanteria. A jednak, zamiast tego jest ckliwa
miłosna historyjka przeplatana ostrym seksem, który z czasem, zupełnie jak cała
fabuła, staje się przewidywalny i wręcz nudny, szczególnie w drugiej części.
Możliwe nawet, że bez drugiej części całość zyskała by na atrakcyjności. Część
pierwsza zaskakuje odważnymi scenami i zakończeniem. W trzeciej bohaterowie
uwikłani są w wydarzenia, które odwracają uwagę od ich miłości, dzięki czemu
jest interesująco. A druga? Muszę przyznać, że po miesiącu od przeczytania nie
pamiętam nawet, co w niej było. Jedynie przyjęcie oświadczyn i awans na
stanowisko szefa wydawnictwa. Krótko mówiąc dwójka nie trzyma poziomu
pozostałych części. Poziomu niezbyt wysokich lotów, ale z pewnością wyższego
niż harlequiny.

