Książek z listy Amazona ciąg dalszy - jak już się uparłam to nie odpuszczę. Zresztą dobrze czasem odpocząć od tego po co zwykle sięgam, w moim przypadku od Kinga albo fantasy.
"Władca much" Williama Goldinga nie jest raczej książką, która zdecydowałabym się przeczytać, gdybym sama wybierała. Lektura pełna metafor i głęboko ukrytych znaczeń, jednak w przeciwieństwie do "451 stopni Fahrenheita" jej klimat jakoś nie przypadł mi do gustu.
Powieść opowiada historię grupy chłopców, w wieku od kilku do kilkunastu lat, których samolot rozbił się na bezludnej wyspie. Okazuje się, że nikt z dorosłych nie przeżył, więc chłopcy zostają pozostawieni sami sobie. Rozzuceni po całej wyspie w wyniku katastrofy odnajdują się dzięki dwóm chłopcom, którzy trafiają na plaży na wielką muszę, dzięki dźwiękowi której dają reszcie znać o swojej obecności. Początkowo chłopcy jednomyślnie oddają władzę w ręce Ralpha, chłopca, który zadął w muszlę. Ten decyduje, że najważniejsze jest ocalenie, które można osiągnąć tylko poprzez sygnały dymne, które mogłyby zauważyć przepływające statki. Konieczne staje się więc podtrzymywanie ogniska. Pierwsza próba wzniecenia takowego kończy się katastrofą. Mimo to Ralph nadal usilnie próbuje dać chłopcom do rozumienia, że wspólna praca i zjednoczenie się w celu utrzymania ognia to ich jedyna nadzieja. Niestety im więcej czasu chłopcy spędzają na wyspie, im dłużej czekają na niepewny ratunek tym mniej respektują zasady i plany wodza. Z dnia na dzień dziczeją i odrzucają swoje człowieczeństwo. Zaczynają podążać za brutalną siłą, nie za rozsądkiem i szansą na ratunek.
Autor w dość niepokojący sposób przedstawia naturę każdego właściwie człowieka. Nie można zaprzeczyć, że nie ma w tym ziarna prawdy. Można rozważać jak zachowliby się ludzie gdyby musieli od podstaw wybudować cały system, czy to prawny, czy mornalny. Czy pozbawieni sankcji nadal by się nim kierowali? Powieść zmusza do refleksji nad takimi zagadnieniami. Nie dziwne więc, że znalazła się na liście "do przeczytania przed śmiercią". Jednak do poczytania przed snem raczej bym jej nie polecała.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz