Muszę szczerze przyznać, że pięknie świecące w moje okno słoneczko i wyższe temperatury wpłynęły na mnie bardzo pozytywnie. Znowu mam chęć się uśmiechać, wstawać rano z łóżka nawet jak nie mam nic do zrobienia danego dnia. A co najważniejsze odzyskałam energię do działania, do robienia rzeczy, o których już zapomniałam, że przynoszą mi radość.
Ta piękna pogoda pchnęła mnie również w kierunku osiedlowej biblioteki, gdzie chciałam znaleźć coś ambitnego, jak "Boska komedia". Chyba na szczęście nie było jej tam tego dnia. Za to był Stephen King i zachęcająca okładka.
"Skazani na Shawshank" to krótka historia człowieka, który za niewinność trafił do więzienia i przez lata musiał tam żyć i walczyć, mając za druha tylko nadzieję, że któregoś dnia los się odmieni i znowu stanie się wolnym człowiekiem. Historia, choć krótka, niesie ze sobą znaczący przekaz, że można osiągnąć to, czego się chce, jeśli się wierzy i ma się determinację do walki. Andy, główny bohater, miał poczucie swojej niewinności i marzenie o założeniu pensjonatu.
Oprócz zwykłej przyjemności z czytania, znalazłam też w opowiadaniu cytat, który pozostanie ze mną na długo:
"Niektóre ptaki nie nadają się do życia w klatce, to wszystko. Ich pióra są zbyt barwne, śpiew zbyt słodki i głośny. Dlatego wypuszczacie je albo same wylatują, gdy otwieracie klatkę, żeby je nakarmić. I ta część was, która wie, że nie powinniście ich więzić, raduje się, a jednak po ich zniknięciu wasze mieszkanie jest o wiele smutniejsze i puste."
"Skazani na Shawshank" - bardzo przyjemna opowieść, jak znalazł na wiosnę, która kojarzy się z nadzieją i nowym życiem. A do tego tak absorbująca, że dopiero czytając ostatnie zdania uświadomiłam sobie, że kiedyś, dawno oglądałam ekranizację ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz