wtorek, 29 stycznia 2013

A czasu wciąż brak!

              Nastał chyba najmniej przyjemny okres w życiu każdego studenta - sesja. Dzieciaki w szkołach mają ferie i wyjeżdżają na narty, a na uczelniach wykładowcy mszczą się za studenckie lenistwo i nie jeden pewnie żałuje, że wybierał imprezy zamiast obecności na zajęciach. 

               W mojej studenckiej karierze miewałam już bardziej hardcorowe sesje niż ta obecna, ale 7 lutego egzamin, przed którym najpilniejsi drżą z przerażenia. Także na nadmiar wolnego czasu narzekać nie mogę. Tak, więc moje skromne recenzje ostatnio przeczytanych książek będą musiały jeszcze trochę poczekać. A uzbierały się już trzy pozycje, ale cóż...

                Dziś, chyba dla pocieszenia mego stęsknionego do czytania serca, jeden z facebook'owych fanpag'ów dodał artykuł o niezwykłych bibliotekach świata. Mogłam, więc choć przez chwilę nacieszyć oczy, a ponad to dowiedziałam się, że co roku spędzam wakacje obok niezwykle klimatycznej biblioteki. Na myśli mam oczywiście Amsterdam i wielki zbiór książek, który stanowi część Rijksmuseum.




                   Poza holenderskim cudem, w którym mogłabym zamieszkać i nie wychodzić stamtąd już nigdy, wielkie wrażenie zrobiły na mnie też biblioteki francuska i egipska.            

Site Richelieu w Paryżu we Francji - istniejąca od 1382 roku.  


Biblioteca Alexandria w Aleksandrii w Egipcie - zbudowana w 2002 r. w celu upamiętnienia starożytnej biblioteki, która spłonęła w I r. p.n.e. 


                      Rozczuliła mnie też biblioteka w Bangkoku, w jednej z najbiedniejszych dzielnic, która zbudowana została w całości z materiałów pochodzących z recyklingu. Jest tak maleńka, ale to niesamowite, że nawet w takich zakątkach świata może powstać coś, co cieszy oko i zaspokaja czytelniczy głód.                



                No i oglądanie książek na zdjęciach będzie musiało mi wystarczyć, przynajmniej do 7 lutego i ostatniego egzaminu, który mam nadzieję powiedzie się bez nieoczekiwanych wpadek, dzięki czemu będę mogła spokojnie rozpocząć ferie i nadrobić braki w literaturze.

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Nowy Rok, stara pasja

                Jak co roku, okres świąt i sylwestra minął w mgnieniu oka. Ponad dwa tygodnie lenistwa uciekły szybciej niż się spodziewałam. Tak szybko, że w sobotę zakręciła mi się łezka w oku z powodu powrotu do szczecińskiej rzeczywistości i pożegnania z rodzicami. 

               Niestety tak to już w życiu bywa, że to co dobre zbyt szybko się kończy. 

            Jednak, dzięki wspaniałej inicjatywie mojej mamy, kilka dni przed wyjazdem, wybrałyśmy się na wycieczkę do księgarni z zamiarem spożytkowania pieniędzy na coś, co obie kochamy. Dzięki temu moja prywatna biblioteczka poszerzyła się o kolejne pozycje, tym razem z samego szczytu listy bestsellerów. 

               Styczeń zatem będzie należał do Tolkien'a i jego "Hobbit, czyli tam i z powrotem"

             
                 Książka, po którą planowałam sięgnąć już dawno temu, ale zawsze znalazło się coś innego. Teraz, kiedy w kinach miejsce miała premiera ekranizacji tej powieści, czas jest doskonały. Zamierzam przekonać się, co tym razem zwycięży w starciu książka-film. Przy "Władcy Pierścieni" film był bezkonkurencyjny według mojej opinii. Tym razem jednak może być inaczej, szczególnie od kiedy doszły mnie słuchy, że ekranizacja Hobbita wyświetlona ma być aż w trzech częściach, choć książka ma zaledwie ponad 300 stron. W każdym razie czytanie w toku, a wizyta w kinie w planach jeszcze w tym tygodniu.

                  Kolejną, pachnącą nowością na mojej półce, pozycją na ten miesiąc jest Rowling z jej pierwszą powieścią tylko dla dorosłych - "Trafny wybór".


               Powieść pod koniec zeszłego roku mocno reklamowana i polecana przez wiele portali o literaturze, jak również na facebook'owych fanpage'ach. Do mnie trafiła ze względu na sentyment do autorki, bowiem przy Harrym Potterze właściwie rodziła się moja miłość do czytania i pachnących, zadrukowanych kartek. Nie znam zarysu fabuły, ani nie szukam recenzji innych, zamierzam mieć niespodziankę i oczekuję, że będę w niebo wzięta. 

                       W planach mam również trylogię E. L. James, którą rozpoczyna powieść "50 twarzy Greya".

                      O tej pozycji, dla odmiany, słyszałam już wiele - tak dobrego, jak i złego. Jedni mówią, że to po prostu połączenie harlequina z erotyką, co w sumie daje tandetny efekt. Inni chwalą jak mogą i podkrślają, że książka niesamowicie wciąga i wywołuje głęboko drzemiące emocje. Koleżanka z roku, która do książek sięga raczej rzadko, zwykle raczej z musu, polecała mi powieść James z wielkim rozemocjonowaniem. Większość przeczytała jednym tchem, w jedną noc, a to już musi coś znaczyć. Warto, więc bym sama przekonała się, co takiego elektryzującego ma ta książka, skoro tyle kobie jest nią zachwyconych.