poniedziałek, 7 stycznia 2013

Nowy Rok, stara pasja

                Jak co roku, okres świąt i sylwestra minął w mgnieniu oka. Ponad dwa tygodnie lenistwa uciekły szybciej niż się spodziewałam. Tak szybko, że w sobotę zakręciła mi się łezka w oku z powodu powrotu do szczecińskiej rzeczywistości i pożegnania z rodzicami. 

               Niestety tak to już w życiu bywa, że to co dobre zbyt szybko się kończy. 

            Jednak, dzięki wspaniałej inicjatywie mojej mamy, kilka dni przed wyjazdem, wybrałyśmy się na wycieczkę do księgarni z zamiarem spożytkowania pieniędzy na coś, co obie kochamy. Dzięki temu moja prywatna biblioteczka poszerzyła się o kolejne pozycje, tym razem z samego szczytu listy bestsellerów. 

               Styczeń zatem będzie należał do Tolkien'a i jego "Hobbit, czyli tam i z powrotem"

             
                 Książka, po którą planowałam sięgnąć już dawno temu, ale zawsze znalazło się coś innego. Teraz, kiedy w kinach miejsce miała premiera ekranizacji tej powieści, czas jest doskonały. Zamierzam przekonać się, co tym razem zwycięży w starciu książka-film. Przy "Władcy Pierścieni" film był bezkonkurencyjny według mojej opinii. Tym razem jednak może być inaczej, szczególnie od kiedy doszły mnie słuchy, że ekranizacja Hobbita wyświetlona ma być aż w trzech częściach, choć książka ma zaledwie ponad 300 stron. W każdym razie czytanie w toku, a wizyta w kinie w planach jeszcze w tym tygodniu.

                  Kolejną, pachnącą nowością na mojej półce, pozycją na ten miesiąc jest Rowling z jej pierwszą powieścią tylko dla dorosłych - "Trafny wybór".


               Powieść pod koniec zeszłego roku mocno reklamowana i polecana przez wiele portali o literaturze, jak również na facebook'owych fanpage'ach. Do mnie trafiła ze względu na sentyment do autorki, bowiem przy Harrym Potterze właściwie rodziła się moja miłość do czytania i pachnących, zadrukowanych kartek. Nie znam zarysu fabuły, ani nie szukam recenzji innych, zamierzam mieć niespodziankę i oczekuję, że będę w niebo wzięta. 

                       W planach mam również trylogię E. L. James, którą rozpoczyna powieść "50 twarzy Greya".

                      O tej pozycji, dla odmiany, słyszałam już wiele - tak dobrego, jak i złego. Jedni mówią, że to po prostu połączenie harlequina z erotyką, co w sumie daje tandetny efekt. Inni chwalą jak mogą i podkrślają, że książka niesamowicie wciąga i wywołuje głęboko drzemiące emocje. Koleżanka z roku, która do książek sięga raczej rzadko, zwykle raczej z musu, polecała mi powieść James z wielkim rozemocjonowaniem. Większość przeczytała jednym tchem, w jedną noc, a to już musi coś znaczyć. Warto, więc bym sama przekonała się, co takiego elektryzującego ma ta książka, skoro tyle kobie jest nią zachwyconych. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz