Nowy Rok 2014 - kolejny, w którym książki będą moimi towarzyszkami na dobre i złe. Chciałabym móc w tym roku również kupować choć jedną książkę w miesiącu, ale znając realia wiem, że nie zawsze jest to możliwe niestety. Na szczęście wciąż mam dostęp do tych cudownych miejsc, jakim są biblioteki.
Jeśli chodzi o czytanie, książka o której dziś nie jest pozycją, z którą rozpoczęłam nowy rok. Skończyłam ją czytać jeszcze w listopadzie, ale gorączka przedświątecznych przygotowań sprawiły, że zabrakło czasu na napisanie tych kilku słów.
Kolejna propozycja Dana Browna, autora sławnego "Kodu Leonarda da Vinci" i "Aniołów i Demonów", nowość wydawnicza końca 2013 roku - "INFERNO". Przyznam, że nie pokusiłam się o zakup tej powieści, a możliwość jej przeczytania zawdzięczam dobroci Cioci L. Po przeczytaniu mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że nie żałuję, że nie wydałam pieniędzy.

Jak każdy, kto miał wcześniej do czynienia z Brownem, spodziewałam się oczywiście kolejnej części przygód profesora Roberta Langdona. Jasnym, więc było już od pierwszych kilku zdań, że i schemat powieści pozostanie taki sam. Nie myliłam się. Autor naprzemiennie umieścił rozdziały z perypetiami Profesora i jego Wrogów, powołał do życia tajemną, światową organizację, która działa dla swojej korzyści, nie licząc się z dobrem innych. I najważniejsze, co wyróżnia książki Browna - rozpoczęcie fabuły od motywu ucieczki, co oczywiście ma od samego początku wciągnąć czytelnika w akcję i trzymać napięcie na wysokim poziomie.
Sam pomysł na akcję nie jest zły, ale też nie zachwyca. Wybitny profesor Langdon, mimo utraty pamięci i wrogów depczących mu po piętach podąża ścieżką tajemnicy i rozwiązuje kolejne zagadki, aby odkryć kto i co zagraża życiu jego, jak i całej ludzkości. Tym razem trafia do Wenecji i tu pojawia się element, który mi osobiście wyjątkowo przeszkadzał. O ile rozumiem opisy włoskich ulic i muzeów przemierzanych przez Profesora i jego Towarzyszkę, o tyle drażniły mnie wtrącane, co chwila włoskie słowa, a dodatkowo brak przypisów wyjaśniających je. Nie każdy czytelnik, a mogłabym nawet pokusić się o stwierdzenie, że większość czytelników, nie zna tego języka, a te małe, pojedyncze słówka, choć teoretycznie nieistotne dla fabuły, to zapewne umieszczone tam zostały w konkretnym celu. Zatem nierozumienie ich wywoływało lekką irytację.
Jednakże na pochwałę zasługuje zakończenie. Jak wiadomo, poprzednie powieści o dokonaniach Longdona kończyły się spektakularnym sukcesem - rozwiązaniem zagadki, uratowaniem ludzkości, utrzymaniem tajemnicy, która mogłaby doprowadzić do chaosu. Tutaj, choć w pewnym momencie wydaje się, że będzie kolejna wygrana, nagle okazuje się, że wszyscy sie mylili, a happy endu nie będzie. Kości zostały rzucone, machina wprawiona w ruch, a jedyne, do czego doprowadziły heroiczne wysiłki Profesora to poznanie Wroga, z którym trzeba się zmierzyć.
Dla fanów Dana Browna jest to na pewno pozycja obowiązkowa, jednakże jeśli ktoś nie ma zamiłowania do powieści tego autora może poczuć się rozczarowany powtórzeniem tych samych schematów w lekko zmienionej historii. Muszę powiedzieć, że do przeczytania tej książki do ostatniej kartki skłoniła mnie jedynie wrodzona niechęć do pozostawiania rzeczy niezakończonych. Zaznaczyłam, więc tą pozycję jako przeczytaną i nie sądzę bym skusiła się na kolejną powieść tego autora.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz