Jak wspominałam w
ostatnim poście początek nowego roku to czas, aby wspomnieć o tym, co
przeczytałam na koniec 2014. Tuż przed
Świętami, tak jak się spodziewałam, ogarnęła mnie melancholia i tęsknota
za domem. To było moje pierwsze Boże Narodzenie spędzone z dala od domu, bez
rodziców, do tego w obcym kraju. Myśląc o tym zaczęłam sobie przypominać, co
robiłam zwykle o tej porze roku, kiedy byłam już w domu. Oczywiście oprócz
spędzania czasu z rodziną, kiedy miałam chwile tylko dla siebie brałam koc i
książkę. Zwykle książkę, która stała w mojej skromnej domowej biblioteczce.
Przypomniało mi się również, że moim najcenniejszym dobytkiem tam jest kolekcja
wszystkich siedmiu tomów Harrego Pottera. I tak, natchniona tęsknotą za domem,
postanowiłam po raz sama już nie wiem który przeczytać to raz jeszcze.
Książek o Harry Potterze
nie trzeba chyba streszczać nikomu - powieść przez lata stała się tak sławna,
że jeśli ktoś nie czytał to widział filmy, a jeśli żadne z tych to na pewno
choć słyszał kilka słów na ten temat. Ja pierwszy raz trzymałam w rękach
powieść Rowling w wieku 12 lat na komunii mojego kuzyna. Dostał on w prezencie „Komnatę
Tajemnic”, a że nie jest fanem czytania ciocia pozwoliła abym ją pożyczyła, jeśli
mam ochotę. Przyznam, że po 14 latach ciężko mi sobie przypomnieć jakie
wrażenie wywołała na mnie wtedy, ale wiem, że kilka lat później z wytęsknieniem
wyczekiwałam daty premiery kolejnych części i jak najwcześniej biegłam do
księgarni. Pamiętam, że 2-3 miesiące przed premierą czwartego tomu ukazało się
w Internecie nieoficjalne tłumaczenie. Były to czasy, kiedy dostęp do Interntu
nie był jeszcze tak powszechny, przynajmniej w moim domu, a czytanie książek
online tym bardziej. Ubłagałam tedy mamę byśmy wydrukowały ten tekst. Dziś
wydaje mi się to niedorzeczne – prawie tysiąc stron, ogromna ilość tuszu i
godzinami pracująca drukarka. Te drukowane strony wciąż leżą w szafce mojego
pokoju w rodzinnym domu. W każdym razie przeczytałam to nieoficjalne
tłumaczenie, a kilka tygodni wcześniej czytałam już zakupioną w sklepie
książkę.
Nim wydano ostatni
tom przeczytałam każdą z części tak wiele razy, że trudno to nawet zliczyć.
Można powiedzieć, że znam tą historię na pamięć. Czytałam sama sobie, czytałam
na głos młodszemu Bratu, słuchałam audiobooków, gdy pojawiły się na rynku. Zaś
kiedy w kinach zaczęto puszczać ekranizację drażniłam całą rodzinę
nieustającymi komentarzami z cyklu „a w książce było tak; tego nie pokazali w
filmie” itp. Co do filmów zresztą – widziałam je równie wiele razy, co czytałam
powieść. Jestem wielką fanką, choć oczywiście ciężko było mi się pogodzić, że
nie mogą pokazać wszystkiego, co opowiedziane jest w książce, szczególnie od
momentu, kiedy każdy tom liczył sobie od 600 stron w górę. Największym zawodem
był dla mnie chyba moment, kiedy ogłoszono, że ostatnia część, „Instgnia
Śmierci” rozdzielona zostanie na dwa filmy, aby lepiej przekazać fabułę. Z
jednej strony oznaczało to więcej godzin radości, ale ciężko było wyjść z kina po
premierze części pierwszej wiedząc, że na rozwiązanie trzeba czekać kolejny,
długi rok.
Filmy obejrzałam po
raz kolejny w czasie czytania książek w grudniu. Przy oglądaniu towarzyszył mi
mój W., który do tej pory nie widział ani jednej części. Drżałam na myśl, że
podczas oglądania powie mi, że jednak mu się nie podoba i nie chce już
kontynuować. Lubię, kiedy podobają nam się te same rzeczy. Po obejrzeniu
wszystkich ośmiu filmów orzekł jednak, że „było fajne”, co jest wielkim
komplementem w jego ustach. Ja oczywiście popłakałam się z milion razy i po raz
kolejny było mi okropnie smutno i nie mogłam znaleźć sobie miejsca, kiedy już
wszystkie części dobiegły końca. Potem oczywiście kontynuowałam czytanie, w
trakcie którego również łzy płynęły mi nie raz.
Ktoś może pomyśleć,
że to odrobinę szalone obejrzeć filmy, a potem czytać to samo w książce. Cóż,
każdy ma prawo do własnych opinii. Ja kocham moje szaleństwo i dobrze mi z nim.
Kocham również przygody Harrego Pottera i nigdy nie wstydziłam się tego powiedzieć,
nawet kiedy wszyscy wokół powtarzali, że to obciachowe. Wiem, że wrócę do tych
tomów jeszcze nie raz, że jeszcze nie raz zapłaczę na tych samych momentach,
choć już wiem, że tam będą. Wiem też, że będę je czytać moim dzieciom, kiedy
będą jeszcze w moim brzuchu i potem, kiedy już będą spać we własnych
łóżeczkach. Wiem, że Harry Potter nie znudzi mi się nigdy – na nim się
wychowałam, z nim wyrosłam i z nim zostanę. A książki, które mam głęboko w
sercu nigdy mnie nie opuszczają.