sobota, 10 stycznia 2015

Książka, do której wracam najczęściej



     Jak wspominałam w ostatnim poście początek nowego roku to czas, aby wspomnieć o tym, co przeczytałam na koniec 2014. Tuż przed  Świętami, tak jak się spodziewałam, ogarnęła mnie melancholia i tęsknota za domem. To było moje pierwsze Boże Narodzenie spędzone z dala od domu, bez rodziców, do tego w obcym kraju. Myśląc o tym zaczęłam sobie przypominać, co robiłam zwykle o tej porze roku, kiedy byłam już w domu. Oczywiście oprócz spędzania czasu z rodziną, kiedy miałam chwile tylko dla siebie brałam koc i książkę. Zwykle książkę, która stała w mojej skromnej domowej biblioteczce. Przypomniało mi się również, że moim najcenniejszym dobytkiem tam jest kolekcja wszystkich siedmiu tomów Harrego Pottera. I tak, natchniona tęsknotą za domem, postanowiłam po raz sama już nie wiem który przeczytać to raz jeszcze. 
     Książek o Harry Potterze nie trzeba chyba streszczać nikomu - powieść przez lata stała się tak sławna, że jeśli ktoś nie czytał to widział filmy, a jeśli żadne z tych to na pewno choć słyszał kilka słów na ten temat. Ja pierwszy raz trzymałam w rękach powieść Rowling w wieku 12 lat na komunii mojego kuzyna. Dostał on w prezencie „Komnatę Tajemnic”, a że nie jest fanem czytania ciocia pozwoliła abym ją pożyczyła, jeśli mam ochotę. Przyznam, że po 14 latach ciężko mi sobie przypomnieć jakie wrażenie wywołała na mnie wtedy, ale wiem, że kilka lat później z wytęsknieniem wyczekiwałam daty premiery kolejnych części i jak najwcześniej biegłam do księgarni. Pamiętam, że 2-3 miesiące przed premierą czwartego tomu ukazało się w Internecie nieoficjalne tłumaczenie. Były to czasy, kiedy dostęp do Interntu nie był jeszcze tak powszechny, przynajmniej w moim domu, a czytanie książek online tym bardziej. Ubłagałam tedy mamę byśmy wydrukowały ten tekst. Dziś wydaje mi się to niedorzeczne – prawie tysiąc stron, ogromna ilość tuszu i godzinami pracująca drukarka. Te drukowane strony wciąż leżą w szafce mojego pokoju w rodzinnym domu. W każdym razie przeczytałam to nieoficjalne tłumaczenie, a kilka tygodni wcześniej czytałam już zakupioną w sklepie książkę. 


     Nim wydano ostatni tom przeczytałam każdą z części tak wiele razy, że trudno to nawet zliczyć. Można powiedzieć, że znam tą historię na pamięć. Czytałam sama sobie, czytałam na głos młodszemu Bratu, słuchałam audiobooków, gdy pojawiły się na rynku. Zaś kiedy w kinach zaczęto puszczać ekranizację drażniłam całą rodzinę nieustającymi komentarzami z cyklu „a w książce było tak; tego nie pokazali w filmie” itp. Co do filmów zresztą – widziałam je równie wiele razy, co czytałam powieść. Jestem wielką fanką, choć oczywiście ciężko było mi się pogodzić, że nie mogą pokazać wszystkiego, co opowiedziane jest w książce, szczególnie od momentu, kiedy każdy tom liczył sobie od 600 stron w górę. Największym zawodem był dla mnie chyba moment, kiedy ogłoszono, że ostatnia część, „Instgnia Śmierci” rozdzielona zostanie na dwa filmy, aby lepiej przekazać fabułę. Z jednej strony oznaczało to więcej godzin radości, ale ciężko było wyjść z kina po premierze części pierwszej wiedząc, że na rozwiązanie trzeba czekać kolejny, długi rok.
    Filmy obejrzałam po raz kolejny w czasie czytania książek w grudniu. Przy oglądaniu towarzyszył mi mój W., który do tej pory nie widział ani jednej części. Drżałam na myśl, że podczas oglądania powie mi, że jednak mu się nie podoba i nie chce już kontynuować. Lubię, kiedy podobają nam się te same rzeczy. Po obejrzeniu wszystkich ośmiu filmów orzekł jednak, że „było fajne”, co jest wielkim komplementem w jego ustach. Ja oczywiście popłakałam się z milion razy i po raz kolejny było mi okropnie smutno i nie mogłam znaleźć sobie miejsca, kiedy już wszystkie części dobiegły końca. Potem oczywiście kontynuowałam czytanie, w trakcie którego również łzy płynęły mi nie raz.
     Ktoś może pomyśleć, że to odrobinę szalone obejrzeć filmy, a potem czytać to samo w książce. Cóż, każdy ma prawo do własnych opinii. Ja kocham moje szaleństwo i dobrze mi z nim. Kocham również przygody Harrego Pottera i nigdy nie wstydziłam się tego powiedzieć, nawet kiedy wszyscy wokół powtarzali, że to obciachowe. Wiem, że wrócę do tych tomów jeszcze nie raz, że jeszcze nie raz zapłaczę na tych samych momentach, choć już wiem, że tam będą. Wiem też, że będę je czytać moim dzieciom, kiedy będą jeszcze w moim brzuchu i potem, kiedy już będą spać we własnych łóżeczkach. Wiem, że Harry Potter nie znudzi mi się nigdy – na nim się wychowałam, z nim wyrosłam i z nim zostanę. A książki, które mam głęboko w sercu nigdy mnie nie opuszczają. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz