niedziela, 28 października 2012

Nie do przebycia

       Po ostatnim spotkaniu z fantasy postanowiłam zostać przy tym temacie. Głównie dlatego, że w końcu udało mi się upolować w bibliotece pierwszą część opowiadań o Wiedźminie Sapkowskiego. Zdaje się, że kiedyś przeczytałam opinię, według której Sapkowski jest obowiązkową kanwą literatury fantasy. Od tamtej też pory przeszukałam wiele bibliotecznych półek, jednak książka chyba naprawdę bardzo popularna, bo dopiero na moim małym osiedlu udało mi się ją dostać.


        Niestety, okazało się, że moje poszukiwania były tak naprawdę bez celowe. Dlaczego? Po kilku przeczytanych rozdziałach doszłam do wniosku, że nie czuję stylu i klimatu Sapkowskiego. Byłam tak znudzona, jak już dawno nie zdarzyło mi się być przy czytaniu. Myślę, że winę za to ponosi głównie fakt, że za dużo w Wiedźminie opisów walki i potworów, których nazwy niewiele mi mówiły. 

       Dużym minusem był jeszcze brak akcji, jako takiej. Mam na myśli spójną fabułę, z którą do czynienia miałam w Gildii Magów. Tutaj, choć w teorii cała historia odnosi się do wiedźmia, to jednak każdy rozpoczynany rozdział tyczy się innej przygody w jego życiu, w której to zabija kolejnego potwora, bądź uwalnia damę z opresji. 

     Nie mówię oczywiście, że jest to literatura z rodzaju tych kiepskich. To raczej ja nie poczułam klimatu i nie polubiłam się ze stylem Sapkowskiego. I choć kilka razy próbowałam zmusić się do doczytania do końca, w końcu musiałam się jednak poddać. Od początku założenia tego bloga nie zdarzyło mi się sięgnąć po jakąś publikację i porzucić ją w połowie. Dla dobra, jednak mego jesiennego samopoczucia uznałam, że lepiej będzie sięgnąć po coś, co zainteresuje mnie bardziej niż, w gruncie rzeczy smutne losy Geralta wiedźmina. Sapkowski zaś raczej już nie zagości na mojej półce z książkami. 

środa, 10 października 2012

Tydzień z magią w głównej roli

       Tak, jak przewidywałam - początek roku akademickiego dał mi w końcu więcej czasu na czytanie. 511 stron kolejnej powieści na mojej półce w przeciągu niecałego tygodnia i to z zajęciami na uczelni i innymi ważnymi sprawami. Sprawiło mi to wiele radości :D

        Tym razem udało mi się zdobyć pozycję, do której zamierzałam sięgnąć, od kiedy tylko pierwszy raz zobaczyłam ją w księgarni. Niestety do tej pory żadna biblioteka nie mogła mi w tym pomóc. Jednakże, ku mojej wielkiej radości, przy moim nowym mieszkaniu mam również, choć niewielką to jednak wspaniale wyposażoną filię biblioteki miejskiej. Tam też, szukając, co prawda "Wiedźmina" Sapkowskiego, natrafiłam na Trudi Canawan. Tym o to sposobem oddałam tydzień swego życia "GILDII MAGÓW".




     Powieść zdecydowanie lekka, miła i przyjemna. Napisana w taki sposób, że rozdziały umykają, jakby mieściły się na jednej kartce. Zdając sobie sprawę, że jest to pierwsza część sagi, obawiałam się, że nim jakakolwiek akacja się rozkręci zdążę się znudzić. Jednakże fabuła jest tak rozpisana, że choć Gildia jest tylko wstępem do dalszej historii, może równie dobrze stanowić samodzielną powieść.

     Pierwsza część sagi opowiada historię biednej dziewczyny Sonei, która żyje w świecie, gdzie oprócz pieniędzy pozycję gwarantuje również posiadanie umiejętności magicznych. To magowie czuwają nad porządkiem i pomagają królowi w utrzymaniu władzy. Jednakże biedni i nieposiadający ważnych pozycji ludzie ze slumsów traktują ich jak największych wrogów. Wielkie jest, więc zdziwienie Sonei, kiedy przez przypadkowe zdarzenie okazuje się, że ona sama posiada umiejętności, które do tej pory, jak jej się wydawało, były dostępne tylko nielicznym i przede wszystkim bogatym. 
      Niestety Sonea musi zmagać się nie tylko z budząca się w niej magią, ale również z całą kliką magów, która postawiła sobie za cel odnaleźć ją i, jak sądzi dziewczyna, zabić. 

      Przyznam, że kończąc dziś czytać Gildię, miałam ochotę pobiec do biblioteki po kolejną część, aby przekonać się, co dalej zdarzy się z Soneą i jej przyjacielem, który kocha ją tak mocno, że zrobiłby dla niej wszystko. Z tego też względu doszłam do wniosku, że dopiero przeczytanie całej sagi da mi pełen obraz i ocenę twórczości Canavan. Zawieszam, więc pisanie o trylogii CZARNEGO MAGA, aż do chwili odczytania ostatniego zdania trzeciej części. 

czwartek, 4 października 2012

Wspomnienia lata w październiku

       Dziś podczas powrotu do domu złapała mnie tak wielka ulewa, że wchodząc do mieszkania dosłownie ociekałam wodą. I pewnie taki będzie cały październik - pełen niespodziewanych deszczy i pochmurnych dni. Do tego zostałam już wciągnięta w wir "początkowo-semestrowego" szaleństwa. Co chwila jakieś zadania, załatwianie miliona spraw... Aż tęskni się za powrotem do lata, szczególnie takiego beztroskiego, którego w tym roku niestety mi zabrakło.

       Z pomocą biblioteczki cioci L., jednak choć na kilka chwil w ciągu dnia, mogłam pomarzyć o prawdziwych, przyjemnych wakacjach. Umożliwiła mi to Molly Hopkins swoją powieścią "PEWNEGO RAZU W PARYŻU"


        Autorka przedstawia nam historię młodej kobiety, która z powodu bankowych długów i utraty dotychczasowego źródła utrzymania, postanawia podkoloryzować swoje CV i zostać przewodniczką wycieczek. Wydaje się jej, że to pomysł idealny - zajęcie łączące w sobie przyjemność z zarabianiem dużych pieniędzy. Niestety, pomimo zdobycia wymarzonego stanowiska, brak doświadczenia i potrzebnych umiejętności dziewczyny szybko wychodzą na jaw. Na szczęście zapobiegliwa i szalona bohaterka potrafi wyjść z każdej problematycznej sytuacji, bądź to  dzięki sprytowi, bądź pomocy przystojnego kierowcy autokaru, który towarzyszy jej w podróżach. Na dodatek ich zawodowe relacje szybko przeradzają się w coś bardziej emocjonalnego. 
        Wszystko wydaje się układać lepiej, niż można by sobie wymarzyć, dopóki świeżo upieczona przewodniczka ulega wypadkowi i ląduje w szpitalu. Dla odzyskania zdrowia Evie musi spędzić kilkanaście dnia na bezczynnym leżeniu w łóżku, przez co zostaje rozdzielona z ukochanym, który prowadząc własny biznes nie może zrezygnować z pracy na tak długi czas. Co gorsza po czasie okazuje się, że tak idealny dotąd mężczyzna zdradza czekającą na niego z utęsknieniem Evie. I bajeczne i właściwie beztroskie życie dziewczyny nagle staje się bardziej skomplikowane. 

         W trakcie czytania tej książki przeczytałam kilka komentarzy użytkowników na jej temat, którzy właściwie w większości uznali, że jej czytanie było zwyczajną stratą czasu. Ja jednak odnosiłam zupełnie inne wrażenie. Powieść może nie jest arcydziełem literatury, jednakże czyta się ją lekko i przyjemnie. Fabuła jest dość przewidywalna, ale wydaje mi się, że większość książek o miłości taką ma - albo zmierzamy do happy endu, albo kończymy na złamanym sercu i utraconym uczuciu. I mimo, iż spodziewałam się, przynajmniej w zarysie, jak potoczą się losy bohaterki, zupełnie nie popsuło mi to przyjemności czytania. Do tego malownicze tła, na których rozgrywała się akcja i wywołujące uśmiech wpadki dodawały całości uroku. 

        Może brak solidnego wakacyjnego wypoczynku i samotność  które sprawiły, że rozmarzyłam się czytając tą powieść, sprawiły, że tak bardzo mi się spodobała. Może też to z powodu słabości do tego typu książek. A może po prostu ten kawałek mojej duszy, który wbrew wszystkiemu pozwala mi wierzyć, że romantyczna miłość może się przydarzyć.

       Bez względu na powód, powieść Hopkins z całą pewnością mogę zaliczyć do książek, które przeczytałam z przyjemnością i uśmiechem. Myślę, że w tym niespokojnym początku nowego roku akademickiego właśnie taka książka była mi potrzebna.