czwartek, 4 października 2012

Wspomnienia lata w październiku

       Dziś podczas powrotu do domu złapała mnie tak wielka ulewa, że wchodząc do mieszkania dosłownie ociekałam wodą. I pewnie taki będzie cały październik - pełen niespodziewanych deszczy i pochmurnych dni. Do tego zostałam już wciągnięta w wir "początkowo-semestrowego" szaleństwa. Co chwila jakieś zadania, załatwianie miliona spraw... Aż tęskni się za powrotem do lata, szczególnie takiego beztroskiego, którego w tym roku niestety mi zabrakło.

       Z pomocą biblioteczki cioci L., jednak choć na kilka chwil w ciągu dnia, mogłam pomarzyć o prawdziwych, przyjemnych wakacjach. Umożliwiła mi to Molly Hopkins swoją powieścią "PEWNEGO RAZU W PARYŻU"


        Autorka przedstawia nam historię młodej kobiety, która z powodu bankowych długów i utraty dotychczasowego źródła utrzymania, postanawia podkoloryzować swoje CV i zostać przewodniczką wycieczek. Wydaje się jej, że to pomysł idealny - zajęcie łączące w sobie przyjemność z zarabianiem dużych pieniędzy. Niestety, pomimo zdobycia wymarzonego stanowiska, brak doświadczenia i potrzebnych umiejętności dziewczyny szybko wychodzą na jaw. Na szczęście zapobiegliwa i szalona bohaterka potrafi wyjść z każdej problematycznej sytuacji, bądź to  dzięki sprytowi, bądź pomocy przystojnego kierowcy autokaru, który towarzyszy jej w podróżach. Na dodatek ich zawodowe relacje szybko przeradzają się w coś bardziej emocjonalnego. 
        Wszystko wydaje się układać lepiej, niż można by sobie wymarzyć, dopóki świeżo upieczona przewodniczka ulega wypadkowi i ląduje w szpitalu. Dla odzyskania zdrowia Evie musi spędzić kilkanaście dnia na bezczynnym leżeniu w łóżku, przez co zostaje rozdzielona z ukochanym, który prowadząc własny biznes nie może zrezygnować z pracy na tak długi czas. Co gorsza po czasie okazuje się, że tak idealny dotąd mężczyzna zdradza czekającą na niego z utęsknieniem Evie. I bajeczne i właściwie beztroskie życie dziewczyny nagle staje się bardziej skomplikowane. 

         W trakcie czytania tej książki przeczytałam kilka komentarzy użytkowników na jej temat, którzy właściwie w większości uznali, że jej czytanie było zwyczajną stratą czasu. Ja jednak odnosiłam zupełnie inne wrażenie. Powieść może nie jest arcydziełem literatury, jednakże czyta się ją lekko i przyjemnie. Fabuła jest dość przewidywalna, ale wydaje mi się, że większość książek o miłości taką ma - albo zmierzamy do happy endu, albo kończymy na złamanym sercu i utraconym uczuciu. I mimo, iż spodziewałam się, przynajmniej w zarysie, jak potoczą się losy bohaterki, zupełnie nie popsuło mi to przyjemności czytania. Do tego malownicze tła, na których rozgrywała się akcja i wywołujące uśmiech wpadki dodawały całości uroku. 

        Może brak solidnego wakacyjnego wypoczynku i samotność  które sprawiły, że rozmarzyłam się czytając tą powieść, sprawiły, że tak bardzo mi się spodobała. Może też to z powodu słabości do tego typu książek. A może po prostu ten kawałek mojej duszy, który wbrew wszystkiemu pozwala mi wierzyć, że romantyczna miłość może się przydarzyć.

       Bez względu na powód, powieść Hopkins z całą pewnością mogę zaliczyć do książek, które przeczytałam z przyjemnością i uśmiechem. Myślę, że w tym niespokojnym początku nowego roku akademickiego właśnie taka książka była mi potrzebna. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz