Do kolejnej książki na mojej liście przymierzałam się bardzo długo. Dostałam ją w prezencie od Przyjaciółek na 25 urodziny, które obchodziłam w marcu. Od tamtej pory zawsze były jakieś inne, ważniejsze pozycje do otwarcia. Fakt, że książka jest moja też miał na to duży wpływ - w końcu z półki nie ucieknie. Ostatecznie zabrałam się za nią po krótkiej, acz treściwej recenzji mojej Bratowej, której powieść pomagała zwalczać wakacyjną nudę.
"W PROCH SIĘ OBRÓCISZ"
Oczywiście pierwszym problemem, który pojawia się już na pierwszych kartkach są nazwy i imiona. Powieść stworzona została przez islandzką autorkę, a sama fabuła również umiejscowiona została na Islandii. Jasnym jest, więc że pisarka używała islandzkich nazw i imion. Jednak dla polskiego czytelnika, te skomplikowane słowa momentami przeszkadzają w czytaniu.
Historia opowiedziana przez pisarkę mówi o kłopotach, w jakie wplątuje się klient prawniczki Thory. W dzieciństwie zamieszkiwał wraz z rodziną na islandzkiej wyspie, gdzie doszło do erupcji wulkanu, w wyniku której część wysypy na wiele lat została zasypana wulkanicznym popiołem. Jednakże po tych latach, w ramach archeologicznego projektu domy mają zostać odkopane. Markus, dorosły już syn jednego z bardziej wpływowych ludzi na wyspie, zdaje się być niezadowolony z owego faktu i wynajmuje prawniczkę, by pomogła mu zapobiec odkopaniu domu. Niestety sprawy toczą się nie po ich myśli i na jaw wychodzić zaczynają tajemnice, które miały pozostać w ukryciu. W ich wyniku rozpoczyna się poszukiwanie morderców, którzy dokonali dawnej, okrutnej zbrodni. Nie jest to jednak łatwe, gdyż wszyscy, którzy pamiętają minione wydarzenia albo już nie żyją, albo są zbyt starzy i schorowani, albo zwyczajnie nie mają ochoty zwierzać się ze starych grzechów. Thora jest jednak bardzo zdeterminowana w działaniu i dążeniu do celu. Z czasem zresztą tajemnica staje się na tyle intrygująca, że w dużej mierze kieruje nią również zwykła ciekawość.
Co się tyczy fabuły - dość ciekawie poprowadzona i owszem początkowo wciągająca. Jednakże, w którymś momencie poczułam, jakby autorka specjalnie przedłużała akcję, zamiast wyjaśnić interesujące czytelnika wątki. Trzeba przyznać, że bardzo ciekawe okazują się relacje jakie ostatecznie wiążą wszystkich bohaterów, którzy początkowo wydawali się być sobie zupełnie obcy. Jednakże, kiedy już dochodzi do punktu kulminacyjnego, a sprawa zostaje wyjaśniona, okazuje się ona zupełnie banalna. Przynajmniej banalna w stosunku do kolejno pojawiających się w toku akcji niewiadomych.
Bądź, co bądź książka jest interesująca i warta przeczytania. Czas nad nią spędzony nie jest czasem straconym. Do islandzkich imion również można przywyknąć, wystarczy wczuć się w przebieg akcji.







