czwartek, 22 grudnia 2011

Przedświątecznie

          Nareszcie! W końcu przyszła świąteczna przerwa. Dzięki temu od wtorku mam więcej luzu i czasu na rzeczy, które wcześniej musiałam odkładać na później. Dzięki temu także udało mi się skończyć czytanie kolejnej powieści.
           
           Tym razem wybrałam, dość przypadkowo zresztą w miejskiej bibliotece, "Znamiona Kaina" angielskiego pisarza, Toma Konx'a. Zdecydowanie zachęcił mnie opis streszczający fabułę na okładce.

"Gdy młody prawnik David Martinez otrzymuje od umierającego dziadka starą mapę, ze zdumieniem stwierdza, że jego przeszłość kryje wiele zagadek. Mapa prowadzi do w samo serce Kraju Basków, śladem tajemniczej, genetycznej klątwy i skrzętnie ukrywanych przerażających sekretów zachodniego świata.
W tym samym czasie londyński dziennikarz Simon Quinn pisze artykuł o wyjątkowo okrutnym morderstwie, którego ofiarą padła pewna zamożna staruszka. Wkrótce dochodzi do kolejnej zbrodni. Obie ofiary pochodziły z baskijskich wiosek i w czasie wojny przebywały w nazistowskim obozie koncentracyjnym na południu Francji.
Od smaganych wiatrem szkockich wysp, po arizońską pustynię i od zapadłych baskijskich wiosek po rozpalone słońcem pustkowia południowej Afryki Martinez i Quinn własnymi drogami podążają tropem szokującej prawdy."

        Tajemnice i zagadki zwykle tworzą bardzo wciągającą fabułę. Do tego opis podsunął mi na myśl takie tytuły jak "Kod Leonarda Da Vinci" czy "Anioły i demony", zatem postanowiłam przekonać się, czy się nie zawiodę.
         Książka bardzo mnie wciągnęła, nie mogłam wręcz się od niej oderwać. Czytałam, kiedy tylko znalazłam wolną chwilę - w autobusie, w wannie, podczas wyjątkowo nudnych wykładów. Byleby tylko dowiedzieć się, co będzie dalej.
         Dużym, a nawet wielkim plusem jest właśnie to, że stale coś się dzieje. Opisy krajobrazów, czy wnętrz nie odrywają od fabuły. A sama akcja rozwija się w zadowalającym tempie.
          Bardzo mi się podoba to, że w powieści występuje dwóch głównych bohaterów, którzy nie znają się, choć rozwiązują jedną wspólną zagadkę. To sprawia, że akcja jest jeszcze bardziej wciągająca, a do tego poznajemy ciągle to nowe, zaskakujące fakty, dzięki którym ma się wrażenie, że rozumie się już sens tajemnicy. Ale nic bardziej mylnego, cały obraz i zrozumienie pojawia się dopiero na samym końcu.
           Jednakowoż warto też dodać, że im dalej bohaterowie są na drodze do rozwiązania zagadki, tym więcej jest różnych informacji i w pewnym momencie można pogubić się w tym wszystkim.
           W ogólnym rozrachunku powieść jest bardzo wciągająca, pasjonująca i bardzo przyjemna do czytania. Ma przemyślane, dobrze pasujące do całej fabuły, zakończenie, które jak najbardziej mnie usatysfakcjonowało. Przede wszystkim nie jest ono za długie i zbyt rozbudowane, co niestety ma miejsce w wielu dobrych powieściach, jak na przykład w  "Zaginionym symbolu" Dana Browna.
            Ta książka ma wszystko, co potrzebne, żeby zainteresować czytelnika i wciągnąć go w przewrotne i często zaskakujące losy bohaterów. Bardzo się cieszę, że akurat to, spośród wielu książek na bibliotecznych półkach, postanowiłam zabrać do domu i że akurat to wybrałam na swoją przedświąteczną lekturę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz